|
„Dolny blok był jedynym, który nam pozwalano ćwiczyć. Trenowaliśmy więc zawzięcie, cali pokryci siniakami. Cierpieli wszyscy – ci, co się bronili, i ci, którzy nas tłukli popuchniętymi dłońmi. Instruktorzy nie pozwalali nam odpocząć. Moi młodsi koledzy nieraz płakali w czasie ćwiczeń. W tamtych czasach, taką formę treningu uznawano za sprawdzian twardości. My nazywaliśmy to „chrztem”. Bez szemrania wypełnialiśmy wszelkie polecenia, głęboko wierząc, że instruktorzy chcą z nas zrobić dobrych karateków – fizycznie i psychicznie.” Książka wyjątkowa, pokazująca zmiany, które zaszły w karate na przestrzeni czterech dziesięcioleci. Autor, niegdyś uczeń Gichina i Gigo Funakoshi, porównuje dzisiejsze karate, ćwiczone w Shoto-kai, z tym, co się działo kiedyś. Pokazuje również swoją drogę, przemianę człowieka, który z ulicznego zabijaki stał się orędownikiem głębszych wartości w karate, przywiązującym ogromną wagę do znaczenia słowa „droga” w nazwie „karate-do”.
|